Rolki - moja historia. #1


Każdy rolkarz ma historię, którą może opowiedzieć - historię o tym, jak stał się rolkarzem. Świetne jest to, że każda jest na swój sposób inna. Moja - według mnie -jest jedną z ciekawszych i bardziej zawiłych. Wszystkich chętnych zapraszam do czytania! :)

Chcę opisać wszystko, więc warto wspomnieć o korzeniach mojej pasji. Pierwszą kostką przewracającego się domina okazał się wiosenny dzień, w którym obejrzałam anime, jakim jest Yuuri on ice. Nie powiem, że gdyby nie ono nie pisałabym teraz tego posta. Później odegrało ważną rolę w moim życiu (poza tym samo anime jest mega mega i naprawdę kocham bardzo!). Bardzo ważną rolę odgrywa w nim łyżwiarstwo figurowe, generalnie całe anime opiera się praktycznie na nim <nie licząc pierwszoplanowego romansu>
Pomimo że anime pokochałam, sama wiedziałam, że nic z moich łyżew nie będzie. Było na nie po prostu za późno, poza tym nie miałam możliwości jeździć, więc ten pomysł nie przyszedł mi nawet do głowy - jednak do tej pory uwielbiam oglądać występy łyżwiarskie (dzięki bogu była niedawno olimpiada zimowa, mam co robić).
Zastanawiałam się wtedy nad alternatywą, oczywiście pomyślałam o rolkach.
Pomyślałam i na tym się skończyło. Ja? No chyba sobie żartujecie. Poza tym - i  tu uwaga - nie lubiłam jeździć na rolkach. Było to w sumie uzasadnione - jeżdżenie z punktu A do punktu B do tej pory często mi się nudzi.
Zorientowałam się lekko, że są rolki figurowe i temat po prostu zaniknął. Nawet o anime powoli zapominałam i całe wakacje (jeny, ile czasu zmarnowałam) żyłam sobie bez świadomości że mam ukrytą pasję, o której nie wiem.

Podjaranie łyżwiarstwem i całym anime wróciło do mnie pod koniec września. Jechałam z moim znajomym na zawody w Bydgoszczy (mieszkam we Wrocławiu, więc trochę daleko) i słuchaliśmy muzyki. Natrafiliśmy na "History Maker" czyli piosenkę z openingu Yuuriego, i zaczęło się. Cracki, AMV i wiele innych. Miałam na to większą zajawkę niż kiedykolwiek, i czułam że zaraz wybuchnę.
Wtedy Krzysiek zapytał się mnie, dlaczego nie spróbuję.
Dobre pytanie. Bo w sumie... dlaczego? A, no tak za stara jestem.
Zaczął mnie uświadamiać, że nie jestem za stara i, że nie zaszkodzi spróbować na rolkach. Ogrom moich emocji i wspierający mnie wciąż Krzysiek sprawiły, że po powrocie z zawodów <łucznictwo> nie wahałam się z wyjściem na rolki.
Poszłam z moim młodszym bratem  na osiedlowy plac zabaw, na którym jest wylana długa asfaltowa ścieżka. Pamiętam moją dumę, że nauczyłam się zmieniać kierunek jazdy i jechać tyłem. xD
Oczywiście chciałam jeździć figurowo (a jak) więc zaczęłam się uczyć popularnej i prostej "trójki". Pół godziny skakania przy płocie, zaczęło coś powoli wychodzić aż tu nagle...
-Panie, co się pan na mnie tak patrzy?
-A nie, bo ja tylko rolkarzem szybkim jestem i jeżdżę też na łyżwach i takie tam.
Pan Jerzy zdecydowanie mi pomógł, i myślę że sprawił że nie poddałam się jak to mam w zwyczaju. Obstawiam, że bez tego spotkania byłoby mi o wiele trudniej. Wprawdzie niby nie zrobił nic szczególnego - nauczył mnie snake'a tyłem, i wymienił ćwiczenia które powinnam znać na początek,  jednak niewątpliwie mi to pomogło. Pouczył mnie też, że trójka na razie jest nie dla mnie, bo bez pewności na rolkach nic nie zdziałam. Podał mi kilka rad, takich jak zdjęcie hamulca, by było wygodniej. Później spotkałam go tylko raz (btw jego wnuczka chodzi z moim bratem do klasy).
Zmieniłam też miejsce jazdy na duże boisko do koszykówki i piłki nożnej na terenie mojej szkoły. Jest mi tam o wiele wygodniej.
Miesiąc "treningów" minął mi na nauce przeplatanki, podstaw i różnych innych przydatnych w rolkarstwie rzeczy (pojawi się post). Nauczyłam się i trójki, i w tym momencie zrozumiałam, że rolkarstwo figurowe nie jest dla mnie. Pomijam fakt, że wtedy wizja wydania ogromnej sumy na rolki czy wrotki mnie załamywała, ale po prostu było to... nudne. Nie dla mnie. I owszem, to na prawdę nie było dla mnie.
Jak poznałam slalom?Przed spaniem w nawyk mi weszło, że oglądam YouTube na telefonie. Zobaczyłam w proponowanych jeden z najsłynniejszych przejazdów (Sofia Bogdanova) i kliknęłam.
Nie myślcie, że od razu się zakochałam, o nie.
Moja reakcja: O, patrz! Można na zwykłych rolkach (nie wiem co wtedy myślałam, te rolki nie są zwykłe) robić wszystko to, co na figurowych! Aha, no i jest takie rolkarstwo że się jeździ między kubkami.
Próbowałam coś tam dalej przez około tydzień, po czym moja slalomowa natura wyszła gdzieś z samego środka mnie, i w napływie desperacji rozłożyłam kupki trawy (xD, one były chyba z metr od siebie) i zaczęłam wykonywać na nich crossa, którego wcześniej umiałam.
Coraz bardziej zaczęłam się interesować slalomem, poznawałam nowych rolkarzy oraz powoli zaczęłam się wtajemniczać.
Oprócz przejazdu Sofii, bardzo ważną rolę w mojej historii odegrał film Lorenza Guslandiego (kocham jego jazdę całym życiem), który propaguje ten sport. Właśnie po obejrzeniu go zrozumiałam, że to jest to.
No i chyba tutaj się to zaczęło.
Chciałam spróbować czegoś innego niż jeżdżenie figurowe. Na przełomie października i listopada poprosiłam mamę o przywiezienie mi jednorazowych kubków do picia, bym mogła na nich trenować, i tak zaczął się mój slalom. Na początku uczyłam się mexicana - wyglądało to komicznie, po prostu leżę i się śmieję. Chciałam wstawić film (i może później to zrobię) jednak na razie nie potrafię się z tym uporać.

O reszcie rzeczy - moich postępach, zbieraniu ludzi i kupowaniu sprzętu opowiem w kolejnej części :)

Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam!
Na razie;
Weronika







Komentarze

Popularne posty