Po kontuzji, święta i inne pierdoły :>
Ten post będzie bardziej takim uaktualnieniem i uzupełnieniem spraw, które są ciekawe, ale na tyle krótkie, że nie ma sensu robić na każdą z nich osobnego posta :)
wtorek, 19.12.2017
W weekend całkowicie wykurowałam swoje kolana od kontuzji, i czułam się w pełni sił by ćwiczyć na w-f'ie, co zasadniczo lubię robić - dla szczególnie zaangażowanych w lekcje uczniów w nagrodę za pierwszy semestr był darmowy wypad na lodowisko. Postanowiłam, że podejmę się ryzyka.
Na wycieczkę szczególnie się cieszyłam - chciałam sprawdzić, czy potrafię wykonywać na łyżwach to samo co na rolkach, i spróbować czegoś nowego (piruetów, które na rolkach mi na razie nie wychodzą).
Po dokładnej rozgrzewce (byłam jedyną rozgrzewającą się osobą, więc trzeba sobie wyobrazić jaką uwagę musiałam przykuwać) założyłam kask i wypożyczone łyżwy, i ruszyłam.
Wróć.
Spróbowałam ruszyć.
Od razu poczułam różnice - łyżwy są sto razy bardziej poślizgowe niż rolki, i przez pierwszych kilka okrążeń musiałam się do tego przyzwyczaić. Gdy zdecydowałam wejść na środek lodowiska, po wykonaniu przeplatanek zauważyłam jak prosto jest mi wykonywać niegdyś (kilka lat temu) trudny piruet (na dwóch nogach, jak coś xd). Spodobało mi się - wirowałam cały czas.
"Trzeba przejść na wyższy poziom. Może trójka?" - pomyślałam, i kurczowo trzymając się barierki powtarzałam w koło te same ruchy. W końcu, po dwudziestu minutach umiałam już całkowicie "półskok" jak to sobie po swojemu nazywam. Reszta czasu mi mięła na czymś, co podchodziło pod jazdę figurową.
Slalom zakończyło wiele nieudanych prób (o wiele za szybko jak na mój poziom, ale wiem, że spokojnie da się wszelkie crazy i inne rzeczy).
Warto wspomnieć, że pod sam koniec (nie wiem, ostatnie dwie minuty czasu) bardzo mocno uderzyłam lewym kolanem o lód - wcześniej upadałam nie jeden raz, ale po prostu w tym przypadku upadłam bardzo źle. Siniaka mam do dzisiaj, ale nie boli mnie praktycznie wcale - jak to siniak, tylko wtedy, gdy dotknę.
niedziela, 24.12.2017 (wigilia Bożego Narodzenia)
Po szukaniu Mikołaja po całym osiedlu, nadszedł czas na powrót do domu, gdzie czekały prezenty. Dostałam rzeczy, które oczywiście wcześniej wybrałam, ale mimo wszystko radość była (i jest!) niezmierna :>
Zacznę może od slalomowych rzeczy, bo myślę, że interesują najbardziej :>
Dostałam:
>biały kask - dobrze, że pojechałam do decathlona wcześniej, bo inaczej skończyłabym na czarnym, w którym nie wyglądam za dobrze
>dwadzieścia niebieskich kubków oxelo- nie chciałam innych, moim zdaniem te są całkiem dobre, i sprawdzają się świetnie :) wiatr ich nie rozdmuchuje, tylko przelatuje przez wycięte w nich otwory
>miętową bluzę termoaktywną - nie dostałabym jej, gdyby nie pojechanie do decathlona, gdzie zakochałam się w niej i już jej nie oddam :) świetnie się sprawdzi nie tylko na rolki, ale i na zawodach łuczniczych, na których nigdy nie ma pogody -,-
>żel i antyperspirant z adidasa - nie wiem, czy slalomowe ale ewidentnie do sportu :)
Oprócz tego mam również:
-słodycze
-zestaw kosmetyków z Dove
-kominek na pachnące woski
i, uwaga, bo stanowi to ważną pozycję, 400zł
poniedziałek, 25.12.2017 (pierwszy dzień świąt)
Bardzo ważny dzień w moim slalomowym życiu.
Po pierwsze;
Po kościele, około trzynastej po raz pierwszy od dwóch, a tak w zasadzie trzech tygodni poszłam na rolki. Tor, który mam w zwyczaju poprawiać raz czy dwa razy na tydzień, ku mojemu zadowoleniu utrzymał się. Wraz z towarzyszącym mi bratem zrobiłam porządną rozgrzewkę, rozłożyłam kubki i (nareszcie!) włożyłam rolki. Pierwsze uczucie, to ogromne szczęście, że nareszcie je mam założone. Kolejne uczucie, już niezbyt miłe, to fakt, że nie umiem jeździć.
Po przerwie przeplecionej łyżwami (z których ruchy mi się "zapamiętały") nie potrafiłam nawet się obrócić do jazdy tyłem. Cross? A w życiu! Oczywiście mój upośledzony stan minął po dziesięciu minutach, gdy powtórzyłam wszystko, co umiałam.
Jednak mexicana mimowolnie uczyłam się powoli, choć mogę uznać to jako przyspieszony proces - zajęło mi to około pół godziny. Przynajmniej miałam zajęcie :> Jutro mam zamiar spróbować crazy.
Co powinnam poprawić?
Po obejrzeniu nagrania doszłam do wniosku, że podczas obrotu przy mexicanie, moja prawa noga (prowadzę lewą) zostaje w tyle. Drobny zabieg kosmetyczny, którego podejmę się jutro.
Za to moje crazy woła o pomstę do nieba, i to ono jest na razie moim głównym celem ;) Przede wszystkim płynność, jednak gdy będę poprawiać szybkość chcę spróbować czegoś, co zauważyłam na filmach u profesjonalistów (?), a mianowicie przy zmianie kierunku do przodu zaczynać ruchy od stawania na przednich kołach (mam wrażenie, że nikt tego nie zrozumie, niestety trzeba to zobaczyć :/)
Po drugie, i najważniejsze;
Od mojej rodziny otrzymałam ostatnie potrzebne mi pieniądze do zakupu moich rolek. Slalomowych rolek. Są już zamówione, jedyne co trzeba jutro zrobić to wpłacić pieniądze na konto, a następnie zapłacić sprzedawcy :)
Mimo wszystko czuję trochę stresu i niepewności - co, jeśli to nie jest to? Jeżeli kontuzje będą nawracać?
Jednak idę na intuicję, która mi mówi, że nie poddam się - ani teraz, ani nigdy. W głębi duszy czuję, że moje przeczucia są chwilowe, i za niedługo przejdą :)
Weronika
25.12.2017
EDIT: Rolki przyjdą do mnie za około trzy tygodnie. Postanowiłam sprawdzić na niemieckich stronach, gdzie znalazłam model za 550zł zamiast 850 ;) Ciekawe co zrobię z pieniędzmi, które mi zostały ;)
wtorek, 19.12.2017
W weekend całkowicie wykurowałam swoje kolana od kontuzji, i czułam się w pełni sił by ćwiczyć na w-f'ie, co zasadniczo lubię robić - dla szczególnie zaangażowanych w lekcje uczniów w nagrodę za pierwszy semestr był darmowy wypad na lodowisko. Postanowiłam, że podejmę się ryzyka.
Na wycieczkę szczególnie się cieszyłam - chciałam sprawdzić, czy potrafię wykonywać na łyżwach to samo co na rolkach, i spróbować czegoś nowego (piruetów, które na rolkach mi na razie nie wychodzą).
Po dokładnej rozgrzewce (byłam jedyną rozgrzewającą się osobą, więc trzeba sobie wyobrazić jaką uwagę musiałam przykuwać) założyłam kask i wypożyczone łyżwy, i ruszyłam.
Wróć.
Spróbowałam ruszyć.
Od razu poczułam różnice - łyżwy są sto razy bardziej poślizgowe niż rolki, i przez pierwszych kilka okrążeń musiałam się do tego przyzwyczaić. Gdy zdecydowałam wejść na środek lodowiska, po wykonaniu przeplatanek zauważyłam jak prosto jest mi wykonywać niegdyś (kilka lat temu) trudny piruet (na dwóch nogach, jak coś xd). Spodobało mi się - wirowałam cały czas.
"Trzeba przejść na wyższy poziom. Może trójka?" - pomyślałam, i kurczowo trzymając się barierki powtarzałam w koło te same ruchy. W końcu, po dwudziestu minutach umiałam już całkowicie "półskok" jak to sobie po swojemu nazywam. Reszta czasu mi mięła na czymś, co podchodziło pod jazdę figurową.
Slalom zakończyło wiele nieudanych prób (o wiele za szybko jak na mój poziom, ale wiem, że spokojnie da się wszelkie crazy i inne rzeczy).
Warto wspomnieć, że pod sam koniec (nie wiem, ostatnie dwie minuty czasu) bardzo mocno uderzyłam lewym kolanem o lód - wcześniej upadałam nie jeden raz, ale po prostu w tym przypadku upadłam bardzo źle. Siniaka mam do dzisiaj, ale nie boli mnie praktycznie wcale - jak to siniak, tylko wtedy, gdy dotknę.
niedziela, 24.12.2017 (wigilia Bożego Narodzenia)
Po szukaniu Mikołaja po całym osiedlu, nadszedł czas na powrót do domu, gdzie czekały prezenty. Dostałam rzeczy, które oczywiście wcześniej wybrałam, ale mimo wszystko radość była (i jest!) niezmierna :>
Zacznę może od slalomowych rzeczy, bo myślę, że interesują najbardziej :>
Dostałam:
>biały kask - dobrze, że pojechałam do decathlona wcześniej, bo inaczej skończyłabym na czarnym, w którym nie wyglądam za dobrze
>dwadzieścia niebieskich kubków oxelo- nie chciałam innych, moim zdaniem te są całkiem dobre, i sprawdzają się świetnie :) wiatr ich nie rozdmuchuje, tylko przelatuje przez wycięte w nich otwory
>miętową bluzę termoaktywną - nie dostałabym jej, gdyby nie pojechanie do decathlona, gdzie zakochałam się w niej i już jej nie oddam :) świetnie się sprawdzi nie tylko na rolki, ale i na zawodach łuczniczych, na których nigdy nie ma pogody -,-
>żel i antyperspirant z adidasa - nie wiem, czy slalomowe ale ewidentnie do sportu :)
Oprócz tego mam również:
-słodycze
-zestaw kosmetyków z Dove
-kominek na pachnące woski
i, uwaga, bo stanowi to ważną pozycję, 400zł
poniedziałek, 25.12.2017 (pierwszy dzień świąt)
Bardzo ważny dzień w moim slalomowym życiu.
Po pierwsze;
Po kościele, około trzynastej po raz pierwszy od dwóch, a tak w zasadzie trzech tygodni poszłam na rolki. Tor, który mam w zwyczaju poprawiać raz czy dwa razy na tydzień, ku mojemu zadowoleniu utrzymał się. Wraz z towarzyszącym mi bratem zrobiłam porządną rozgrzewkę, rozłożyłam kubki i (nareszcie!) włożyłam rolki. Pierwsze uczucie, to ogromne szczęście, że nareszcie je mam założone. Kolejne uczucie, już niezbyt miłe, to fakt, że nie umiem jeździć.
Po przerwie przeplecionej łyżwami (z których ruchy mi się "zapamiętały") nie potrafiłam nawet się obrócić do jazdy tyłem. Cross? A w życiu! Oczywiście mój upośledzony stan minął po dziesięciu minutach, gdy powtórzyłam wszystko, co umiałam.
Jednak mexicana mimowolnie uczyłam się powoli, choć mogę uznać to jako przyspieszony proces - zajęło mi to około pół godziny. Przynajmniej miałam zajęcie :> Jutro mam zamiar spróbować crazy.
Co powinnam poprawić?
Po obejrzeniu nagrania doszłam do wniosku, że podczas obrotu przy mexicanie, moja prawa noga (prowadzę lewą) zostaje w tyle. Drobny zabieg kosmetyczny, którego podejmę się jutro.
Za to moje crazy woła o pomstę do nieba, i to ono jest na razie moim głównym celem ;) Przede wszystkim płynność, jednak gdy będę poprawiać szybkość chcę spróbować czegoś, co zauważyłam na filmach u profesjonalistów (?), a mianowicie przy zmianie kierunku do przodu zaczynać ruchy od stawania na przednich kołach (mam wrażenie, że nikt tego nie zrozumie, niestety trzeba to zobaczyć :/)
Po drugie, i najważniejsze;
Od mojej rodziny otrzymałam ostatnie potrzebne mi pieniądze do zakupu moich rolek. Slalomowych rolek. Są już zamówione, jedyne co trzeba jutro zrobić to wpłacić pieniądze na konto, a następnie zapłacić sprzedawcy :)
Mimo wszystko czuję trochę stresu i niepewności - co, jeśli to nie jest to? Jeżeli kontuzje będą nawracać?
Jednak idę na intuicję, która mi mówi, że nie poddam się - ani teraz, ani nigdy. W głębi duszy czuję, że moje przeczucia są chwilowe, i za niedługo przejdą :)
Weronika
25.12.2017
EDIT: Rolki przyjdą do mnie za około trzy tygodnie. Postanowiłam sprawdzić na niemieckich stronach, gdzie znalazłam model za 550zł zamiast 850 ;) Ciekawe co zrobię z pieniędzmi, które mi zostały ;)


Komentarze
Prześlij komentarz