Ja i moja kontuzja

Nie robiłam rozgrzewki i stało się to, co się stać musiało.
Dwa tygodnie temu, w piątek pierwszego grudnia, moje kolana wyraźnie odmówiły mi współpracy, boląc niemiłosiernie przy każdym ruchu. Jednak to ja popełniłam wiele błędów - one same nie są sobie winne ;>

Pamiętam, że sprawa jest dłuższa od dwóch tygodni - kolana bolały mnie od kiedy tylko zaczęłam je skręcać w crazy, czyli łącznie około 3-4 tygodni wstecz. Jednak bagatelizowałam problem i ani myślałam się tym przejmować. Pff, bolą przy schodzeniu po schodach, też coś! Ciężki wf? Na rolki byś poszła, to i ćwicz na wf'ie, mówiłam sobie w myślach, nie przejmując się kompletnie niczym.

Po co robić rozgrzewkę? Przecież i tak dojeżdżam na parking. Po prostu zacznę od lżejszych tricków. To nie jest  kontuzyjny sport.

Mój tok myślenia mnie załamuje i rozbraja. Człowiek najlepiej uczy się na swoich błędach, i ja jestem tego przykładem. Kolana po piątkowej jeździe bolały mnie do tego stopnia, że myślałam że obydwa są skręcone. Każdy krok był niczym mocne przywalenie w szafkę, o schodzeniu ze schodów nie wspominając.
Zapoznawszy się z całą anatomią ludzkiego kolana (bardziej z przymusu niż ludzkiej ciekawości) mogę spokojnie stwierdzić, że miałam problem z każdym ścięgnem i wiązadłem - może nie jakiś ogromny, bo prawie mi przeszło, ale moje lewe kolano nie dawało mi spokoju przez tydzień, w przeciwieństwie do prawego, które odpuściło po trzech dniach.

Mimo wszystko nadal brnęłam w głupotę. Poprzednia środa: Chyba... Chyba mogę już jeździć! O tak, na pewno, już mnie przestały prawie boleć (co z tego, że przy kucaniu ból był nie do zniesienia). Pojadę na rolki z rana. Tylko zrobię rozgrzewkę! <---- jedyne co było mądre
Poszłam.
Wróciłam do domu, i do punktu wyjścia. Tydzień kuracji poszedł nie wiadomo gdzie. Wróć.
W szkole, po nasmarowaniu wszystkimi możliwymi środkami kolano przestało boleć - to znaczy bolało tak, jak przed próbą jazdy. Brnę dalej.
Ok, nie jest źle. Poćwiczę na wf. Piłka nożna? No spoko.
Nie jest spoko.
Kolano boli, że zrywam się z reszty lekcji (mama mnie zwolniła). Baj baj klaso.

Aktualnie nie jeżdżę i nie ćwiczę od ponad tygodnia, a moje rolki by nie kusiły zamieszkały u mojej babci. Do czasu, aż kolana nie będą boleć ani troszeczkę.
Tymczasem ja piszę tego posta z ogromnym zażenowaniem i wstydem. Nie wiem, jakim cudem byłam taka głupia i bezmyślna. Teraz jest już za późno.

Weronika

EDIT: Zakończę dzisiaj (25.12), że w tydzień temu w napływie sił, braku kompletnego bólu i pełnym - stuprocentowym - zdrowiu pojechałam z moją szkołą na lodowisko. W ostatnich pięciu minutach moje oczywiście lewe kolano bardzo namiętnie pocałowało lód - a raczej lód moje kolano, bo do tej pory mam malinkę w postaci siniaka. Generalnie jeżdżę, bo nie bolą - przynajmniej na razie.

Komentarze

Popularne posty